Inspiracja. Motywacja. Rozwój
| < Październik 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          


e-mail: coachinglights@interia.pl


poniedziałek, 29 lutego 2016
Albo komuś zależy na Tobie bardzo albo tylko trochę...

Jeśli tylko trochę, pomyśl, czy warto...




23:52, sasia73
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 21 lutego 2016
piątek, 19 lutego 2016

 

„Nigdy, nigdy, nigdy się nie poddawaj” /W. Churchill/

Czasem coś się rozsypuje, roztrzaskuje, rozwala w pył.
Związek, praca, pozycja, plany...
Ale, zobacz – oddychasz. Weź oddech – możesz? To możesz też zrobić krok. Jeden. Będziesz dalej niż jeszcze przed chwilą.
Idź!

Winston wiedział, co mówi...

cytat za https://pl.wikiquote.org/wiki/Winston Churchill/18.02.2016

 



23:09, sasia73
Link Komentarze (1) »
środa, 17 lutego 2016

 

Mój Puszkin wie, że czasem trzeba. Trzeba się beztrosko walnąć na plecki i powiedzieć sobie: "więcej luzu, maleńka"
Tego Wam i sobie z okazji Światowego Dnia Kota życzę!



17:37, sasia73
Link Komentarze (1) »
piątek, 05 czerwca 2015

Upraszczam.

Zaczęło się od rozmowy – zawsze powtarzam, że to człowiek jest dla człowieka największą inspiracją. Znajoma opowiadała, że zabiera się wreszcie za porządkowanie garażu. Po dwóch latach od sprzedaży samochodu! Mówiła, że nie umie tak po prostu wyrzucać rzeczy, bo mogą się jeszcze przydać. Obrosła już w te przydasie tak, że ciężko jej było wejść do garażu po sekator do roślin. Ogród też zarósł.

Inna koleżanka dorzuciła, że ostatnio spóźniła się do pracy, bo w stosie ubrań nie mogła znaleźć bluzki, która jako jedyna pasowała do spodni. Wyprała tę bluzkę, wysuszyła i rzuciła razem z innymi rzeczami na dyżurny fotel, na którym piętrzyła się już góra zdjętych ze sznurka ciuchów...

Skąd ja to znam, pomyślałam... Góry przedmiotów, osobiste Himalaje ubrań, kosmetyków, żywności, gadżetów...

Potem była książka Dominique Loreau: „Sztuka prostoty”. Wpadła mi w ręce (choć już wiem, że sama nie wpadła, że to ja stwarzam takie sytuacje :) pewnego nerwowego popołudnia, gdy biegałam po centrum handlowym, próbując zrobić kilka rzeczy jednocześnie, nie robiąc w rezultacie żadnej do końca. Recenzji tej książki jest w necie mnóstwo – od zachwytów po totalny zjazd, zobaczcie sami. Dla mnie „Sztuka prostoty” okazała się … inspirująca. Po prostu. Odrzuciłam z niej to, co mnie irytowało (a trochę tego było:), a wzięłam to, co zastanawiające, do refleksji, do wykorzystania.

Uporządkowałam garderobę. Do pojemników z używaną odzieżą wyniosłam cztery wielkie wory ubrań. Plus jakieś kołdry, firanki, zmiany pościeli. Z łazienki wyfrunęło pudło kremów, balsamów, zgęstniałych lakierów do paznokci, próbek z perfumerii. Z kuchni – jakieś słodycze, kasze, mąki, słoiki z radioaktywną już chyba zawartością – kolejne trzy reklamówki. Kiedy ja to wszystko zachomikowałam? I już po tych prostych czynnościach zrobiło się jaśniej. Pojawiła się przestrzeń. To na zewnątrz. A wewnątrz?

Porządki wewnątrz siebie, w swoim umyśle rozpoczęłam już jakiś czas temu – gdy zaczęłam interesować się rozwojem osobistym, gdy stałam się bardziej świadoma siebie. Coaching w moim przypadku okazał się skuteczną miotłą, ba, odkurzaczem dla bezużytecznych przekonań i ograniczających myśli.

Upraszczanie, o którym mówi D. Loreau dotyczy również, a raczej przede wszystkim, psychiki i ja takie podejście „kupuję” :).

Mniej tego, co niepotrzebne, obciążające – więcej tego, co ważne, sprzyjające, budujące.

Zamiast nadmiaru – prostota.

Tak, to do mnie przemawia.

Upraszczam.

A książkę - polecam, może i Was zainspiruje do upraszczania. Po swojemu, rzecz jasna.



 

czwartek, 28 maja 2015

 

Pewnie zaopiekowałaś się już dziś dziećmi, partnerem, może starszymi rodzicami. Zajęłaś się sprawami szefa, firmy, klientów.

A sobą?

Zatroszczyłaś się dziś o siebie?

Jak troszczysz się o siebie, tak zwyczajnie, na co dzień?

 

środa, 13 maja 2015

Możesz.

Oczywiście, że możesz czekać.

Na perfekcyjne okoliczności, na idealny moment. Na odpowiednią ilość pieniędzy, czasu, kilogramów, by realizować swoje marzenia. Możesz odwieszać własne pomysły na starannie wyrzeźbionym w głowie, złudnym "gdy".

Możesz też zacząć działać już dziś. Przygotowana najlepiej jak potrafisz, najskuteczniej jak w danym momencie możesz. Z tym, co masz. Z tym, co już potrafisz. Tu, gdzie jesteś. Taka, jaka jesteś. A potem rozwijaj, aktualizuj, ulepszaj, modyfikuj - ale najpierw w ogóle zacznij!

Łatwiej jest szydełkować, mając szydełko niż tylko marzyć o własnoręcznie wykonanym swetrze.

Dlatego cokolwiek chcesz robić, o czymkolwiek marzysz, o czym myślisz, że mogłabyś w życiu robić - wystartuj teraz! Otwórz się na nowe sytuacje, nowych ludzi i zobacz, co będzie dalej. Zawsze możesz skorygować kierunek, skręcić w inną ścieżkę, tylko najpierw wyjdź na drogę! :)

Czas i tak upłynie. A Ty możesz być w zupełnie innym miejscu... Może właśnie tam, gdzie zawsze chciałaś być.

środa, 06 maja 2015

 

Majowa przyroda przełącza mnie w tryb „wdzięczność”.

Zamieniam „proszę” na „dziękuję”.

Za miliony kwiatowych pręcików i słupków, za tupiące w pień bzu mrówki, za słońce na rzęsach.

Kwitnie.

Świat.

A Ty?

 


piątek, 17 kwietnia 2015

 

Szłam starymi ulicami łódzkiego Śródmieścia. Pogryzione zębiskami czasu kamienice, podwórka pamiętające jeszcze początek poprzedniego wieku. Są takie miejsca w Łodzi, gdzie filmy historyczne można kręcić bez dodatkowych przygotowań. Dookoła szaro, buro.

I nagle moją uwagę przykuła nieduża czarno - biała sroczka, która stała na czymś, co kiedyś może miało być trawnikiem. Przekrzywiła śmiesznie łebek, jakby chciała powiedzieć: „A teraz patrz!”i zaczęła podskakiwać pociesznie na chudych nóżkach, w trzech susach chcąc przemierzyć całą długość podwórka. Uśmiechnęłam się.

Chwilę później w oknach parterowego kamienicznego mieszkania zobaczyłam przyklejone do szyb duże plastikowe kwiaty. Nie płaskie naklejki, tylko przestrzenne formy. Astry. Naprawdę duże. Żółte, różowe i fioletowe. Kolorystyczny konkret w zupełnie niespodziewanym miejscu. Uśmiechnęłam się.

Obok mnie przeszła para pięćdziesięcioparolatków, wcale nie jak z żurnala. Normalsi. Chyba im dobrze było ze sobą, trzymali się za ręce, rozmawiali. Byli jakby wbrew temu, o czym trąbią media. Uśmiechnęłam się.

I jeszcze ta łyżka. Zdjęcie robiłam jej cała już uśmiechnięta.

 


 Świat jest taki, jakim go dostrzegamy?


Na co kierujesz swoją uwagę?

Po co coś dostrzegasz, a czegoś nie?

 

 



sobota, 28 marca 2015

 

Dziś opowieść dla tych, którzy lubią historie o innych...

 

„- Co to za upiorny dźwięk? Aaaa, głupi budzik. Badziewie, dzwoni jak opętane" - wyrwany ze snu Janusz chciał klepnąć przycisk budzika, ale machnął ręką niezgrabnie i zegar z brzękiem spadł z szafki. Janusz wkurzony, usiadł na łóżku. Piąta rano.

„- Kurczę, pospałby człowiek, poleżał, to nie, musi wstawać do roboty”. Wsunął stopy w sflaczałe kapcie. „- Jak by nie musiał zasuwać od świtu jak niewolnik i nabijać cudzą kabzę, to może jakoś zniósłby tę ohydną pogodę. A tu trzeba się zrywać i do kieratu. W robocie odprawa o godz.7.00, nawet nie zdąży się kawy napić. A, tam, ta kawa to lura, bo automat stary. Pewnie rupieć z wyprzedaży. Na zebraniu znów szef będzie się czepiał. Ćwok! Że też tacy ludzie mają pieniądze i rządzą innymi! Kasę zrobił nie wiadomo na czym, ale nie na pracy własnych rąk - to akurat wiadomo. Cwaniak jeden! Potem trzeba będzie wreszcie tę zaległą reklamację załatwić, bo szef znowu będzie się rzucał, że nie w terminie i że ich wszystkich z serwisu zwolni. Baba jakaś markowy ekspres zepsuła, pewnie upchnęła w nim kawę jak kartofle w garze, na maksa i z górką i uklepała, a teraz się piekli, że się maszyna zacina. Potem dostawa sprzętu przyjedzie i znów będzie siedział w robocie do nie wiadomo której, bo przecież magazynierowi, temu przygłupowi, się nie spieszy. A tu do mechanika musi jeszcze podjechać, auto zostawić, bo przecież wahacz mu się w końcu urwie. Cholerny gruchot! „Niemiec płakał, jak sprzedawał”. Powinien handlarza, co mu to wcisnął, do sądu podać. Albo przynajmniej gębę mu obić. Mechanik oprócz wahacza pewnie jeszcze coś znajdzie, ci mechanicy to też, tylko patrzą, jak od człowieka kasę wyciągnąć. A skąd tu na wszystko brać? Czasy ciężkie, pensji nie podnoszą, premii nie dają, gówniana ta robota. Aaa tam, bez sensu to wszystko. I jeszcze pada, ciśnienie masakryczne. Jestem taki zmęczony.” - westchnął jakoś ciężko i zapalił papierosa...

 

Takie to myśli wyprodukował Janusz między sypialnią a łazienką. Podminowany od otwarcia oczu. Wnerwiony od pierwszej myśli. Mimo iż zaczyna pracę o 7.00, jest już w niej od 5.00 rano, wściekły jak jasny gwint.

 

Macie czasem tak jak Janusz? W pracy od otwarcia oczu, wkurzeni od pierwszego oddechu?

„Myślę, więc jestem” – nauczył nas Kartezjusz.

Tiaaa, pytanie tylko – jak myślę.

Co myślę.

I co mi takie myślenie daje?


Co jest dla Janusza źródłem złości?

Jak mu jest samemu ze sobą?

Czego szuka w życiu?

 





Myśli to nie gwoździe...

cdn

 
1 , 2 , 3 , 4